Back To The Future 2008-08-02 08:17:46
Koniec przygody z Below Radars - dzięki za wszystkie wejścia i komentarze.
Wracam do Web 2.0 - w rozszerzonym składzie, z nowymi siłami i pomysłami.
Będzie fajnie, tak więc 'klik' o tu:
Komentarze Komentarze [0]



# 39 - Fuck You Wesley Gibson! 2008-07-11 09:43:07
'Wanted' Millara i J.G.Jonesa to dla mnie komiks doskonały. Ot tak, po prostu, kawał świetnej rozrywki, scenara, dialogów itp. Więc słysząc o ekranizacji miałem pełne gacie obaw. No bo jak to wszystko przenieść na ekran? Fuckwita? Shit-Heada? Dziesiątki innych postaci? Niemożliwe. I jak się okazuje twórcy odpuścili sobie tę całą otoczkę z superbohaterami, z tymi nie-tak-bardzo-bohaterami a spandeksy zostawili w szafach. Więc ile w 'Wanted' jest 'Wanted'?
 
The Gang's All Here... NOT!
 
Okazuje się jednak, że film jest bardziej Wantedowaty niż komiks. A przynajmniej w samych założeniach. Bo jak przyznał później Millar - komiks od początku miał być pozbawiony superbohaterów, kostiumów i tym podobnych akcesoriów znanych z amerykańskiego mejnstrimu. Ok, niech będzie, chociaż mimo tego po prostu nie trafiał do mnie produkt pod tytułem 'Wanted: The Movie'. Dziwiłem się też, czemu np. do głównej roli nie zatrudniono Eminema, skoro to na nim wzorował się J.G.Jones rysując kolejne stronice komiksu? Czemu Fox jest biała i czemu gra ją Angelina? Jeśli już zatrudniać gwiazdę to lepiej pasowałaby chyba - porównując do pierwowzoru komiksowego - Halle Berry? Bla, bla, bla, takie rozterki fana komiksowej wersji, który do filmu nastawiony był sceptycznie.

Jak się okazało zupełnie nie potrzebne, bo film jest ŚWIETNY. Od początku do końca (no prawie). Cały motyw przewodni 'od zera do superbohatera' został. Żałosny Wesley, którego wszyscy walą w pupala, też. Dalej jest już jednak inaczej, fabuła rozmija się z tą komiksową znacząco, co nie znaczy jednak, że jest gorzej. Ot, podobna baza wyjściowa, ale dalej już inaczej pociągnięta (jednak z nawiązaniami do pierwowzoru). Akcja nie zwalnia tempa od samego początku, znaczy się od sceny na entym piętrze wieżowca, gdzie kilka nieźle nakręconych headshotów wywołuje uśmiech na twarzy i wiadomo, że będzie dobrze. Później oczywiście są pościgi samochodowe, szczelaniny, walki na noże, krew, flaki, przemoc, Angelina pokazuje dupę (a może dublerka to jakaś?). I jak to we współczesnym kinie akcji bywa, muszą być jakieś niezłe triki, żeby pokazać je chociażby na trailerach i żeby taki widz powiedział 'wwwoooooowwww'. Tutaj takim czymś jest podkręcanie naboi z pistoletów (sfilmowane oczywiście tak jakby kamera goniła kulę), czy też trafianie dwóch pocisków w siebie. Ot, takie wymagania kina, ma być kolorowe i przegięte do granic możliwości. No i slow motion! Tego nie może zabraknąć!
 
 
Oprócz akcji jest również sporo humoru, a całość podana jest bez nadęcia i zbędnej powagi. Ma być rozrywka i jest. Do lepszych momentów (oprócz tych wszystkich pościgów i strzelanin) należy świetna scena w biurowcu, kiedy Wesley Gibson pęka i wyrzuca z siebie to co zawsze chciał powiedzieć. Wtedy to, pada 'fuck you' o którym Millar na początku roku mówił, że jest to najlepiej sfilmowane 'fuck you' w historii kina. Szczerze powiedziawszy ciężko się nie zgodzić, szczególnie, że innych spektakularnych faków nie pamiętam.

Pojawiają się też mrugnięcia okiem do widzów znających komiks, jak chociażby imię jednej z pierwszych ofiar Crossa - niejaki Rictus - który w pierwowzorze był głównym przeciwnikiem Wesleya. I jeśli dobrze widziałem to w finałowej scenie, przy boxie Gibsona jest tabliczka z imieniem 'J.G.Millar'. Taki żarcik.

Tak więc, początkowe obawy co do zmian w scenariuszu i obsady były zupełnie niepotrzebne. Fabuła się sprawdziła, podobnie jak Pani Jolie i chłopaczkowaty McAvoy (chociaż mógł ściąć te włosy, żeby dobitnie pokazać jaki z niego teraz maderfaker). Jedyna rzecz, którą mogli pociągnąć lepiej to końcowy dialog głównego bohatera, który w komiksie (dwie ostatnie strony) był kopem w twarz dla czytelnika, a w filmie zostało z niego jedno zdanie, powiedziane w tak nieprzekonujący sposób, że aż śmieszne. No ale nic nie może być doskonałe jak widać.

Jednym słowem - polecam!
- - -

Tak z innej beczki, to jeszcze jedna rzecz przychodzi mi do głowy - postery filmowe użyte do promocji. Zeszytowe wydania 'Wanted' miały charakterystyczne okładki, stylizowane na plakaty z poszukiwanymi przestępcami - na górze prostą czcionką tytuł, na środku zdjęcie jednego z bohaterów komiksu, a na dole nazwiska twórców. I tak też sobie wyobrażałem plakaty, bo wydawało mi się oczywiste, że w takiej formie będą po prostu przyciągać uwagę. Ale nie, lepiej było dać Angelinę z gnatem. Pffffff, mówi się trudno.

A jeśli jeszcze o sam komiks chodzi - dotychczas ukazał się w wersji zeszytowej (6-częściowa mini-seria) + dodruk oznaczony jako 'Death Row Edition' posiadający krwawe wersje okładek i materiał dodatkowy w postaci szkiców i komentarzy. Bonusowo wyszło coś takiego jak 'Wanted: Dossier' z charakterystykami bohaterów, grafikami artystów takich jak Chris Bachalo, Bill Sienkiewicz czy nawet B.M.Bendis (!) i materiałem podobnym jak w dodrukach zeszytów. Całość zebrana została oczywiście w trejda (zawierającego wszelkie materiały dodatkowe, które stanowią jego sporą część) oraz wersję twardokładkową. Przy okazji filmu wyszła tradycyjnie reedycja w HC oznaczona jako 'Wanted: Assasin's Edition' o której parę słów napisał u siebie Kamil Śmiałkowski. O tym, żeby miało to wyjść u nas w kraju nie słyszałem.

Cała historia zamyka się w tych sześciu numerach mini-serii, jednak dwa lata temu głowni bohaterowie zaliczyli mały skok w bok i wylądowali w dwóch numerach Savage Dragona (#127 - tutaj na ostatniej stronie tylko i w numerze kolejnym już jako właściwa historia). Intryga ogólnie rzecz biorąc lekko naciągana i ciężko mi uwierzyć, że powstała po coś więcej niż podbudowanie słabej kondycji komiksu Larsena. Jedyne co dobre z tego wyszło to świetna okładka J.G.Jonesa, wpisująca się w standardy tego co pokazywał przy okazji mini (do zobaczenia po lewej stronie, a w większej rozdziałce tutaj). A dotychczasowy sukces filmowy sprawił, że coraz głośniej przebąkuje się o kontynuacji zarówno komiksowej jak i tej wielkoekranowej..

*pow*
Komentarze Komentarze [2]



# 38 - Hulk Smash Puny Blog 2008-07-08 15:06:02
Czas na parę informacji ze świata:

* Hero Initiative to fundacja, która zrzesza twórców komiksowych i dla nich też działa. To znaczy dla tych starszych i schorowanych. W ubiegłym roku całkiem głośna była ich akcja stu okładek z okazji setnego numeru komiksu 'Ultimate Spider Man', które sprzedawane były na różnego rodzaju aukcjach dobroczynnych czy konwentach komiksowych. Tym razem na stu okładkach zagościł inny superhero - Hulk. Serwis Comic Book Resources zaprezentował całą setkę w trzech odsłonach. Niektórzy twórcy biorący w tym udział to: Chris Bachalo, Sal Buscema, John Romita Sr., Stan Sakai czy też John Cassaday. Ciekawostką jest okładka Guillermo DelToro - reżysera chociażby 'Hellboya'. A mnie najbardziej urzekła ta autorstwa Billa Morissona.

* Śledziu najwidoczniej chce podbić blogosferę, a przynajmniej mieć w niej znaczący udział. Do ogólno Śledziowego i tego z misiami dołączyły ostatnio tematyczne:
- trylogia 'Na Szybko Spisane'
- '8bit' (z Play PC)
- 'Fido i Mel'
- oraz Martwe Serie, czyli 'Gnap', 'Zefir' i parę innych
A w przygotowaniu jeszcze dwa - o 'Osiedlu Swoboda' i 'Produkcie'. Słabo? Tak swoją drogą zacna to inicjatywa, sporo informacji a i ładnie to też wygląda.

* Egmont przesunął 'Hard Boiled' Millera i Darrowa na październik. Szkoda, było blisko. Nagrodą pocieszenia może być jednak nadplanowy Miszcz Komiksu w postaci 'Arzacha' Moebiusa, który również pojawi się w tym samym miesiącu. To tak m.in. w ramach promocji i przyjazdu autora na październikową imprezę (czy Moebius narysuje Batmana muzykanta?). Będzie tłusto na emefce, oj będzie.

* Dalej Egmont - pojawiła się lista komiksów na miesiące lipiec - wrzesień. Widać po nich, że mamy wakacje..

* W ramach odmóżdżenia zaserwowaliśmy sobie z kokiem 'Boy Eats Girl' - irlandzki młodzieżowy horror komediowy o zombich (uff.), gdzie jedną z głównych ról gra Samantha Mumba. A skoro młodzieżowa to komedia to są kwaśne dowcipy z podtekstem, wielka miłość i tym podobne. Twórcy zgrabnie omijają dłużyzny w scenariuszu i oszczędzają nam efektów specjalnych. To drugie chyba jednak z powodu niewielkiego budżetu, który w większości poszedł na finałową scenę, gdzie krew i flaki grają główną rolę. Tak swoją drogą ładnie to nawiązuje do finału kultowej 'Martwicy Mózgu'. Tylko kosiarka jakby większa..
Od czasu do czasu zerkniemy też na serial 'Bones'. Jednak słabe to to, dialogi kiepściutkie a postacie szablonowe, że o matko.. No ale mamy wakacje, a Losty, Earl i Pitbull się pokończyły..
*pow*
Komentarze Komentarze [0]



# 37 - The Batmans 2008-06-22 19:47:27
Przy okazji WSK 2007 można było przyozdobić 'Bend' z Kultury Gniewu autografem Mawila. Komiks sympatyczny, więc skorzystałem. A mając możliwość zasugerowania co by się chciało mieć w środku poprosiłem o Batmana z gitarą basową. Instrument jakby nie patrzeć powiązany z treścią, ale czemu Batman? Nie wiem. W sumie nawet nie przepadam za DC, ale jeśli już miałbym wybierać jakiegoś bohatera z ich uniwersum to byłby to jednak Pan Nietoperz. Więc mam tego Batmana z basówką narysowanego przez Mawila. Jakiś czas później wpadłem na pomysł, że fajnie by było mieć różnych Batmanów z różnymi instrumentami, tak żeby stworzyć z nich potężną orkiestrę. Oczywiście każdy wyrysowany przez innego autora, przy okazji spotkań i tym podobnych imprez. Na MFK 2007 nie trafiłem, więc Mawilowy muzykant tworzył jednoosobowy team. Ale od wczoraj ma kumpla - Śledziowego Batmana z mandoliną (dzięki Śledziu!)!

Track 01 - Mawil (17:03:2007)
 
 
Track 02 - Śledziu (21:06:2008)
 
 
(więcej Batmanów mam nadzieję po tegorocznej emefce)
 
*pow* 
Komentarze Komentarze [6]



# 36 - Śledziu Party 2008-06-21 19:23:17
Druga część 'Na Szybko Spisane' autorstwa Michała Śledzińskiego powstawała i powstawała, ale w końcu trafiła w ręce czytelników. Tym samym nie ma co wymieniać i wytykać palcem tych wszystkich obsów, tylko cieszyć się że już jest.
 
Swoją premierę 'NSS 1990-2000' miało dziś w sympatycznym miejscu jakim jest Chłodna 25 mieszcząca się na Chłodnej 25. Parę minut po 13 prowadzący imprezę - Konrad Hildebrand i Łukasz Babiel z Motywu Drogi - rozpoczęli festiwal pytań do Michała Ś. i w przeciwieństwie do legendarnej rozmowy z wydawcami na ostatniej wuesce, było konkretnie, ciekawie i śmiesznie momentami. Śledziu opowiadał sporo o procesie twórczym i tym jak mocno go to męczy, o wycieczce do Izraela (w ramach komiksowego projektu polsko-tamtejszego), o przyszłości, pierwszym wytrysku (smacznego dla wszystkich wtedy jedzących tosty!) oraz zdradził powód nie zdejmowania swego nakrycia głowy. Z rzutnika leciały Śledziowe grafiki, w tym pełna wersja tego, która prezentowała się wyśmienicie (ekstra motyw na koszulkę!). Całą pogadanka trwała około pół godziny, później nastąpiły pytania od publiczności. A w zasadzie pytanie jedno, bo Panowie prowadzący wyczerpali chyba wszelkie tematy do rozmowy. Na sam koniec można było ustawić się w kolejce, która prowadziła do rysunku i Śledziowej dedykacji.
Najbliższe plany Michała Śledzińskiego to oczywiście finał trylogii 'Na Szybko Spisane', który plus minus ma się ukazać za około rok. We wrześniu polsko-izraelski album w którym gwiazda dzisiejszego popołudnia też maczała palce, oraz w bliżej nieokreślonej przyszłości 'Wartości Rodzinne'. Co ciekawe jest już 30 plansz czystego szkicu do tego ostatniego projektu, jednak problemem jest brak tekstu. A brak ten dlatego, że Śledziu zapomniał już co i jak i teraz wszelkie dymki muszą powstać do istniejących już obrazków. Śmiesznie? Śmiesznie.


Ogólnie rzecz biorąc spotkanie wyszło bardzo sympatyczne. Miejscówka jak najbardziej odpowiednia, prowadzący przygotowani do swojej roboty, nowy pakiet (i torby!) Kultury Gniewu do kupienia na miejscu w 100% premierowo. Pod względem publiki nie było już tak cacy, bo dwadzieścia kilka osób to chyba takie minimum minimum. Ale to jedyny minus tego wszystkiego. A nawet minusik. Tyci tyci. A poza tym nie liczy się ilość, tylko jakość. I nie długość, a obwód (podobno).


Brawa dla Śledzia, Kultury i chłopaków z Motywu!
*pow*
Komentarze Komentarze [0]



# 35 - powrót z odbytu 2008-06-15 15:51:55
Przerwa w pisaniu sponsorowana przez zabawę z kończeniem pracy licencjackiej oraz tego typu przyjemnościami. Na szczęście wszystko już za mną, licencjat jest, wpisy w indeksie są. Teraz tylko znaleźć sobie nowe lokum, obronić się, znaleźć robotę i pomyśleć nad dalszą karierą naukową. Czyli z górki.

Najbliższy tydzień to wysyp komiksów - nowy pakiet Egmontu (w tym pocięty Batman i Hellblazer), dwie rzeczy od Kultury Gniewu (NA SZYBKO SPISANE 1990-2000!!) oraz Pssst! ze strony Taurusa. To ostatnie jest bardzo miłym zaskoczeniem. Jutro pędzę do CK. Kontynuując w temacie Kultury - o takie zajebiste torby można mieć, wystarczy kupić nowy pakiet na stronie wydawnictwa, albo ogólnie wysupłać z portfela 130zł na inne tytuły. Fajny gadżet. Poza tym, w najbliższą sobotę na Chłodnej 25 spotkanie ze Śledziem. Autografy, zdjęcia, haj fajvy i ogólny komiksowy lans.

Tyle. Konkretniejsze rzeczy wkrótce, w tym zmiana dizajnu, interwju i tym podobne.

*pow*
Komentarze Komentarze [0]



# 34 - "Tytus, Romek i A'Tomek" księga XXXI 2008-05-28 00:18:18
Zbliżające się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej czy też Igrzyska Olimpijskie to świetna okazja dla marketingowców firm wszelakich, aby przyozdobić swe produkty w różnego rodzaju piłkarsko-sportowe motywy, wypuścić na rynek i liczyć, że sprzedadzą się jak świeże bułeczki. Tak więc w McDonaldzie możemy się spodziewać EuroKanapki, a w gazetach kobiecych nowych kolekcji w stylu "Ulubione potrawy Ebiego i spółki". Nie inaczej jest w przypadku prasy codziennej - jakiś czas temu Gazeta Wyborcza ruszyła z cyklem komiksów "Słynni Polscy Olimpijczycy", a parę dni temu Dziennik wypuścił kolejny księgę Tytusa - XXXI - pt. 'Tytus Kibicem'. W przeciwieństwie do komiksów z Gazety Wyborczej twór H.J Chmielewskiego ujrzał światło dzienne bez większej kampanii / promocji, więc całe przedsięwzięcie może przejść bez większego echa. Z korzyścią dla serii i Papcia..
Z przygodami małpy i przyjaciół nie miałem styczności od dobrych paru lat. Tzn. do starszych tomów, z początku lat 90-tych i wcześniejszych. Raz na jakiś czas do nich wracałem, ale przygód z przełomu wieków i dalszych nie znałem. Cena zachęcająca (9,90zł), więc najnowszą księgę TRiA nabyłem przy pierwszej lepszej okazji, żeby się przekonać jak to wszystko po tylu latach wygląda.

I ciężko to przyznać, ale nie wygląda zupełnie. Historia od czapy, a tytułowe kibicowanie to jako taki pretekst do dalszej fabuły. Kibicowski klimat mamy tylko na początku i na końcu tej 48-stronicowej historii. To znaczy 'kibicowski' - chuliganerka jak wiadomo nie jest synonimem kibicowania. Środek wypełnia więc próba nawrócenia Tytusa na dobrą drogę poprzez kontakt z naturą. Co ma jedno do drugiego? Nie wiem. H. J. Chmielewski założę się, że też za bardzo nie wie, ale żeby wywiązać się z umowy coś trzeba było narysować. Byle jak, byle o czym, ale trzeba było. Więc powstał oto taki bubelek, który nie śmieszy, nie bawi, ale za to niszczy mit Wspaniałego Tytusa (przynajmniej w moich oczach) z lat dziecinnych. Przypadkowość wątków najlepiej ilustruje kadr na jednej z ostatnich stron - kiedy ostatecznie Tytus zostaje już dobrym kibicem, Profesor T.Alent - pomimo zdziwienia tytułowej trójki, odbiera mu zwierzę którym się opiekował mówiąc że "żadne zwierzątko Tytusowi nie będzie już potrzebne". Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść. Oprócz bzdurnej fabuły przeszkadzał mi również dziwny język jakim operuje Tytus, ale zakładam, że to tak miało być, że taka konwencja. Sam album sprawia wrażenie zrobionego na szybko i tym samym niechlujnie - na niektórych kadrach prześwituje ołówek, natomiast teksty powklejane w dymki pozostawiają wiele do życzenia. Wisienką na torcie jest (wiel)błąd ortograficzny ze strony 35-tej - zamiast "siedź" mamy "sieć". Brafo. Ogólnie rzecz biorąc - katastrofa.

Co jedynie cieszy w tej całej sytuacji (ale też i zastanawia) to promowanie komiksu przez największe gazety w Polsce w ostatnim czasie (chociaż to promowanie nie do końca jest takie jakie być powinno). Parę tygodni temu dodatkiem do Super Expressu były kolejne części do Kapitana Żbika (domyślam się, że chodziło raczej o pozbycie się zalegających w magazynach egzemplarzy), wspomniana na początku Wyborcza wydaje serię o rodakach olimpijczykach (chociaż poziom scenariuszy i grafiki jest bardzo różny w zależności od poszczególnych tomów i oscyluje w rejonach ledwo średnich), a teraz Dziennik wypuszcza kolejną księgę Tytusa. Niby fajnie, ale można by się do tego bardziej przyłożyć.

Wzorem niech będzie Przekrój z grudnia 2006, którego dodatkiem był okazjonalny komiks Jacka Frąsia "Stan". Niebanalne podejście do tematu, fantastyczna grafika i dziwnym nie jest, że przez wielu został uznany za rodzimy komiks roku.

Czyli można? Można.

Wracając do nieszczęsnej księgi XXXI. Najlepszym jej podsumowaniem jest cytat z niej samej:
Śmiech pod wąsem – brak
Śmiech całą gębą – brak
Wskaźnik chichotu ujemny


*pow*
Komentarze Komentarze [3]



# 33 - w pośpiechu. 2008-05-22 14:04:44
Nawiązując jeszcze do poprzedniego wpisu. Ciekawostka z ostatniego Lying In The Gutters, pt. 'znajdź jedną różnicę na załączonym obrazku'.

Ok, nie było to trudne. Wersja z lewej strony to z zeszytów, ta z prawej z wydań zbiorczych. Fragment pochodzi z końcowych stron opowieści. Cenzurą bym tego nie nazwał, raczej niedopatrzeniem. Oby w wersji Absolute to poprawili. Polska edycja oczywiście bez tej linii dialogowej, co łatwo można nadrobić przy pomocy cienkopisu. DIY!

Kultura Gniewu podała ceny czerwcowego pakieciku - "Na Szybko Spisane 1990-2000" za 29.90zł, a nowy Ott "Numer 73304-23-4153-6-96-8" to wydatek rzędu 42,34zł. Fajny zabieg z ceną, która ładnie wpisuje się w tytuł. Dodatkowo trzy zapowiedzi trzech wydanych już kiedyś przez KG autorów - Clowes i "Niczym Jedwabna Rękawiczka Odlana z Żelaza", Delisle i "Kroniki Birmańskie" oraz Crumb i "Pan Naturalny". Pamiętając o "Arrival", "Klezmerach" czy "Exit Wounds", można przypuszczać, że kolejny rok będzie pewnie należał do Kultury. Przy całym szacunku dla Egmontu.

Wkurzał Cię chaos na ostatnich Warszawskich Spotkaniach Komiksowych? Irytował brak jakiejkolwiek reklamy? A może z politowaniem słuchałeś pytań z dupy na spotkaniu z wydawcami? Jeśli tak, to inicjatywa Daniela Chmielewskiego ("Zostawiając Powidok Wibrującej Czerni") powinna Ci się wydać interesująca. Chodzi o spotkanie w sprawie WSK2009 - w dwóch słowach 'burza mózgów'. Wszelkie sugestie, pomysły i ręce chętne do roboty mile widziane. Szczegóły o tu.

I jeszcze jedna ciekawostka - tym razem z rzeczy nadchodzących z Marvela. Milo Manara pracuje z Chrisem Claremontem nad nie zatytułowanym projektem dotyczącym X-Men. Tutaj szkic jednej strony.
Kiedy to wyjdzie? Nie wiem.
Czy będzie golizna? Wątpię.

Widziałem Iron Mana! W końcu! Wrażenia ogólnie bardzo dobre, chociaż początkowe chwile z agitką odnośnie wspaniałej armii "US and A" i inne bzdurne motywy nie zapowiadały aż tak dobrej zabawy. Ale im dalej tym lepiej. Dużo humoru, dużo akcji, świetny Mark 2 w wersji żółto-czerwonej, świetny Downey Jr jako Stark. Razem z kokiem zgodnie stwierdziliśmy, że to najlepsza dotychczasowa ekranizacja Marvela. Spider-Man nudził, Hulk nudził, X-mani też nudzili (chociaż mniej niż poprzednicy), a tutaj obyło się bez ziewania i patrzenia na zegarek. Początki Żeleźniaka przeniesione zostały w teraźniejszość, więc mamy złych terrorystów z Bliskiego Wschodu, superszybkie samochody i inne tego typu wynalazki. Dla fanów tematu, znających losy Irona i ogólnie Marvela, kilka smaczków jak np. świetny moment zapowiadający War Machine w przyszłości, wirtualny Jarvis, Stan Lee grający innego sławnego staruszka, czy też Ultimate Nick Fury i zapowiedź powstania Avengers (po napisach końcowych). Dobry film na długi weekend majowy vol2, jeśli ktoś jeszcze nie widział.

Pociąg do Olsztyna zaraz ucieka. Więc kończę.

*pow*
Komentarze Komentarze [1]



# 32 - Ronin 2008-05-18 12:09:23
O 'Roninie' Franka Millera pierwszy raz usłyszałem mając nieco ponad 10 wiosen. Gdzieś tak w połowie lat 90-tych wybrałem się swój pierwszy Międzynarodowy Festiwal Komiksu (pod eskortą rodzicielki, w końcu to nie byle jaka wyprawa). Powody były dwa - fascynacja komiksami oraz stworzenie swojego pierwszego gniota i tym samym wysłanie go na MFK'owy konkurs. Komiks nazywał się 'Lobo: Życie za dwa centy' i jak tylko wrócił w moje ręce wylądował w koszu. Teraz żałuję, ale wtedy wszelkie marzenia o byciu najlepszym rysownikiem komiksów na świecie (co najmniej!) odeszły w siną dal. Rozgoryczony, rozczarowany rzeczywistością i rozżalony z powodu niedoceniania talentu postanowiłem bla bla bla bla bla bla bla..

MFK to same dobre wspomnienia - latałem od stoiska do stoiska, przeglądałem ORYGINALNE KOMIKSY Z USA (szpan!), naciągałem rodzicielkę na coraz to nowsze zakupy (nie ważne, że nie wiedziałem co kupuję, ważne ze amerykańskie) i ogólnie czułem się jak ryba w wodzie. Wtedy to pierwszy raz miałem okazję poznać Jeża Jerzego (praca konkursowa, wydrukowana w katalogu MFK), Spawna (#32 - kupiony w ciemno, bez przeglądania. Wtedy to był w końcu najlepszy komiks USA - a przynajmniej takie ploty ocierały do Polszy) i dostałem jeszcze parę Marvelovskich badzików (w tym np. głowa Spider-Mana w czapce Św. Mikołaja - dostępne na stoisku TM Semica [']). Nie ma co, byłem królem świata.

Oprócz giełdy trafiłem na prelekcję dotyczącą komiksów, gdzie Mądry Pan opowiadał co za wielką wodą się działo / dzieje, a o czym szara polska komiksowa rzeczywistość pojęcia nie ma. I jedną z opowieści była ta o 'Roninie' - samuraju, który walczył ze złem. Mądry Pan opowiadał, a ja chłonąłem każde jego słowo i całą akcję komiksu rozgrywałem u siebie w głowie, nie widząc żadnego kadru ani nic co zawierało wnętrze komiksu. Same słowa wystarczyły, aby uznać 'Ronina' za komiks genialny. Wtedy też pierwszy raz usłyszałem określenie 'ronin' i od tamtej pory, przez długie lata sądziłem, że termin ten powstał specjalnie na potrzeby tego właśnie komiksu, a film o tym samym tytule (z De Niro) wydawał mi się jego ekranizacją. I nawet kiedy już wiedziałem, co ono oznacza, to pierwsze co pojawiało się w głowie na dźwięk tego słowa to właśnie komiks Millera i chwile spędzone w Łodzi.

Kilkanaście lat później za sprawą Egmontu, komiks ten trafił w końcu w moje łapy. Solidna cegła wyszła w ramach Mistrzów Komiksu, a tutaj wiadomo - twarda oprawa i wysoka cena (99zł). Autora - Franka Millera - nie trzeba nikomu przedstawiać, więc o samym komiksie słów kilka. Pozbawiony swojego pana ronin musi walczyć z demonem Agatem, który odpowiada za jego śmierć. Mniej więcej w połowie pierwszej części udaje mu się pomścić mistrza (przez kilkanaście lat żyłem w przeświadczeniu, że to jest generalnie koniec historii i po tej chwili zapada kurtyna). Dalsza część opowiada o walce owej dwójki, tyle że w XXI wieku. I tam spotykamy już to co w twórczości Franka M. jest charakterystyczne - nazioli, gangi, zdeformowanych ludzi i tak dalej i tak dalej. Historia to standardowa walka dobra ze złem, podczas której rodzi się wielka miłość. Jak to się zakończy nie trudno się domyśleć. Ale to akurat nie jest minusem, czyta się dobrze, a dzięki grafikom Millera, kadrowaniu i niezłej kolorystyce jest i na czym oko zawiesić. Wrażenie robi pokazywanie co jakiś czas jak wchłaniane jest miasto oraz ostatnia część, ta ze stopniowym odzyskiwaniem elektryczności. Finał stanowi scena obejmująca cztery strony w formie rozkładówki - taka ciekawostka.
'Ronin' powstał w 1983 roku, czyli na 3 lata przed znaczącym dla komiksów rokiem '86. U nas ukazało się zaledwie 24 lata później - dobrze że w ogóle. Wydanie - jak już wspominałem - ekskluzywne, z przedmową Jeffa Rovina, ale bez oryginalnych okładek - za to minus. Egmont pospieszył się również z informacją na ostatniej stronie okładki o dwóch powstałych już ekranizacjach Sin City (Miasta Grzechu 2 chyba do dzisiaj nie zaczęli kręcić). Z tego co pamiętam, to na forach było trochę negatywnych opinii apropo tego wydania, ale co jeszcze jest spieprzone nie wiem. Tłumaczenie jak dla mnie w porządku, chociaż styczności z oryginałem nie miałem (niedługo Absolute Ronin, więc może wtedy). Ogólnie na plus. Duży. Chociażby dlatego, że miiło po tych kilkunastu latach od pierwszej w życiu MFKi było zmierzyć się samemu z 'Roninem'.

*pow*
Komentarze Komentarze [1]



# 31 - graficznie rzecz biorąc 2008-05-11 23:23:28

O proszę, Matt Groening (Simpsonowie, Futurama) popełnił swoją wersję Hellboya i B.P.R.D. Ta mała grafika pochodzi z czegoś takiego jak ‘Hellboy: Free Comic Book Day 2008’. Większy skan wrzuciłem tutaj.

Jako że jestem wzrokowcem, to grafikę przedkładam nad scenariusz. I choćby nie wiem jak słaby by on był, to jeśli towarzyszą mu bazgroły Leinila Yu, młodszego Romity, Ramosa, Corbena, Mignoli (popełnił on coś słabego?), Coipela, McNivena i dziesiątek innych (jak widać sami mainstreamowcy, ale że głównie w tym rejonie się poruszam to nie dziwota), to będę raczej zadowolony. Tyle tytułem wstępu, podlinkuję parę cieszących oka grafik.

Pozostając przy Hellboyu - Dark Horse wypuściło zapowiedzi na sierpień 2008. Uwagę zwraca Corbenowy Hellboy z drugiej okładki mini 'Hellboy: The Crooked Man' . Oprócz tego w sierpniu wyjdą inne komiksy z universum Dużego Czerwonego z okładkami w wykonaniu Mignoli, ale specjalnie nie zaskakują. Inna rzecz to świetna okładka do Goon'a #27 - tym razem nie autorstwa Erica Powella, a Grisa Grimly'ego. I w przeciwieństwie do wielu grafik ze Zbirem w wykonaniu innych artystów (którzy niby nie chcą naśladować stylu Powella, ale im nie wychodzi) ta jest świeżutka i wnosi coś nowego do tematu. Jakiś one shot pełen grafik Grisa byłby mile widziany. Pozostając chwilę przy tym Panu - wcześniej jego prace kończyły jako okładki płyt różnego rodzaju zespołów, bądź też jako ilustracje do co bardziej pokręconych bajek dla dzieci. Jego najbardziej znanym dziełem nie jest jednak nic związanego z grafiką, a z filmem. Grimly to jeden z głównych twórców krótkometrażowego 'Cannibal Flesh Riot', które określane jest gdzie niegdzie jako 'Clerks' w wersji zombie. Brzmi ciekawie. Filmu nie widzialem, ale w planach jest.

Grafika zwraca uwagę również w nadchodzącym 'X-Force Special: Ain't No Dog' - skrybą jest Charlie Huston, a za warstwę graficzną odpowiada Jefte Palo. Wcześniej o tym panu nie słyszałem, ale trzeba zwrócić uwagę na to co robi, bo wygląda mi to na taki mix Mignoli, Millera i Risso. Czyli całkiem niezłe towarzystwo. W niedalekiej przyszłości kolejna rzecz z Marvela z jego udziałem - one shot 'Punisher Max: Little Black Book' oraz 3 numery Black Panther (#39-41) z historią jak Wakanda odparła atak Skrulli.

Na chwilę Polska. Ostatni tydzień przyniósł nam dwa trailery. Pierwszy spod ręki KRL'a, czyli wspominana już tu kilka razy 'Ostatnia Kronika'. Drugi to długo oczekiwany, od dawna zapowiadany, wielokrotnie przekładany drugi tom 'Na Szybko Spisane'. Śledziu w końcu skończył i w czerwcu wyjdzie to nakładem Kultury Gniewu (razem z nowym Ott'em!). A tak w ogóle to coś tak czuje, że każdy kto to będzie miał w swoich łapach szybko zapomni o długim czasie oczekiwania. Dodatkowo świeżutkie plansze tego wydawnictwa wprost ze Śledziowego bloga.

Finiszując. Tim Townsend - inker, głównie rzeczy szkicowanych przez Chrisa Bachalo, ma rozpoznawalny styl i odwala kawał dobrej roboty. Na swoim deviancie co rusz wrzuca prace z teraźniejszości oraz z przeszłości - ostatnio duuuużo dobrych plansz z Kapitana Ameryki a.d. 2003. Warto popatrzeć i pocmokać.

A jako, że Hellboyem zacząłęm to i Hellboyem zakończę. Czarno-biały art autorstwa - a jakże - Chrisa Bachalo i Tima Townsenda: Batman & Hellboy pin-up! Smacznego!

*pow*
Komentarze Komentarze [0]



» Archiwum

2008
Sierpień [1]
Lipiec [2]
Czerwiec [3]
Maj [6]
Kwiecień [6]
Marzec [10]


» O autorze
arcz to automatyczna regulacja częstotliwości. Spotykana jest nie tylko w starszych TV ale i w radioodbiornikach np. Diora AWS303 – TOSCA.
Funkcja ta ma na celu korekcję częstotliwości heterodyny głowicy odbiornika w momencie, gdy odstraja się ona od częstotliwości odbieranej stacji.


» Linki
KULTURA GNIEWU
Śledziu
KRL
Kamil Śmiałkowski
Motyw Drogi
Filip Myszkowski
Robert Adler
Marek Lachowicz
Przemysław Pawełek
Maciej Pałka

Ryan Ottley

Ashley Wood
Sean Phillips

Chilato Music

Warszawa w obiektywie